Kategorie

cisza.

pusto mi w środku. boję się odezwać do love, do każdego byłoby łatwiej. do Niej nie. wstyd mi że wciąż praca, wstyd że to tak wygląda że byle kolega, byle znajomy jest w Jej życiu więcej niż ja.

człowiek zaraził się miłością i chce mieć ją już zawsze. wszędzie ją widzę, i wciąż chcę o nią walczyć. w końcu czuję się jak piesek pozostawiony przez kolejną ze swoich Pań, i nie wiem co będzie dalej. poszła do pracy, szkoły – może wróci. będę drapał w te drzwi, będę wył i podszczekiwał… aż położę się pełen strachu i będę nasłuchiwał jej kroków. może wróci, może w końcu cisza się skończy, a ja znów będę w Raju.

kocham wierzyć w swoje uczucia. kocham wierzyć, że pewnego dnia nabierze to prawdziwego sensu. że będę na to gotowy, że w końcu zasłużę. może jeszcze nie dziś, pewnie nie tym razem – choć tak bardzo chcę.

zamarzniety.

troche boje sie ze juz zawsze zycie bedzie tak wygladac. zero pewnosci, ze dobre jest dla mnie, ze moje. czytam za duzo Bukowskiego i staje sie coraz silniej Zamarznietym Czlowiekiem. wiele jest blisko i nic nie jest wazne. moja wiara wciaz milczy, i usmiecha sie do mnie zbyt rzadko. taki los.

po vódce, przed snem.

jednak otworzyłem butelkę, i wykorzystując jutrzejszy dzień wolny zacząłem pić na umór. zacząłem też myśleć ponownie o pisaniu. muszę się do czegoś przyznać. dwóch rzeczy. raz to to, że badanie USG zawsze przeprowadzają piękne kobiety. stoję przed gabinetem lekarskim, nagle wychodzi dziewczyna która nie mogła mieć dużo więcej lat niż ja – do czego mi się przyznała. piękna, piękna. pyta się „czy ja”, ja mówię że ja i wchodzę. pyta czy mi nie przeszkadza że kobieta, a mi nie przeszkadza wcale. tutaj muszę dopowiedzieć tylko, że USG było przeprowadzane w nieco newralgicznym miejscu.

po cichu śmiałem się i cieszyłem, że to nie jakaś stara baba albo facet którego wziąłbym za geja. dziewczyna łapie mnie za jaja, a po paru minutach zaczyna piszczeć jakby w ekstazie – „taaaak, taaaak znalazłam”. znalazła coś dla niej bardzo ważnego, i mi tu bez żartów drogi czytelniku że mam aż tak małego. standardowa wielkość, a kłopot tkwi w czym innym. zaczęliśmy rozmawiać, po cichu licząc tylko że kolejne jej piski nie podniecą mnie bardzo – byłby wstyd, a zaproponować jej sexu jakoś nie miałem śmiałości.

skończyło się chyba dobrze. wyszedłem, ona powiedziała że chyba nic poważnego a specjaliście tylko dostarczę materiały z tego i zapiszę się na zabieg. potem cztery dni w szpitalu i raczej duża nuda, ale nudę da się przeżyć.

druga rzecz do jakiej chciałem się przyznać, to dwie dziewczyny. pisałem już że w zasadzie to jestem szczęśliwy u boku cudownej dziewczyny, ale jednak doświadczenie uczy mnie by się zabezpieczać. w piątek przyjechałem do domu w nadziei że spotkam się z dziewczyną z sąsiedniego bloku. poznałem ją przypadkiem w pracy i od razu zacząłem bajerować – niestety nie wyszło. za to wieczór przyniósł miłą niespodziankę. znajoma kelnerka – zresztą bardzo ładna, odezwała się do mnie i koniecznie chce się spotkać. uwielbiam swoją love, i nie zamieniłbym jej na żadną inną, ale kiedy jest daleko ode mnie, to chyba nie grzech. jak to mówił Pan Antoni – facet który mi z lekka dziadkuje, „szanuj bliźniego swego, jak kobietę głowa boli, to pomóż jej ten ból zlikwidować”, ach! i jeszcze: „kosić, kosić, kosić… bo potem będziesz żałował”.

Pan Antoni – zresztą bardzo wierząca osoba, jest moją nadzieją na to że Bóg mnie nie schłosta, gdy marny już stanę przed Jego obliczem.

nowe love.

brakuje czasu, czy chęci na pisanie. dużo pracy, kilka głupstw powtarzanych co dzień, i znowu wielkie uczucie, które zaraz mi pryśnie. jest z sensem i bez sensu. w każdym bądź razie na wesele kuzynki zabiorę Najpiękniejszą Dziewczynę na Świecie. dziewczynę na którą znowu nie starcza czasu, dziewczynę z którą chciałbym związać się już za zawsze. w końcu dziewczynę dla której co dzień myślę że byłbym w stanie rzucić wszystko, gdyby tylko mi kazała. gdyby chciała.

nie wiem na czym to polega, z miłości wpadłem prosto w kolejne silne uczucie. popełniam te same błędy, nie jestem przygotowany na to wcale, ale mam marzenie i to jest osoba, która chcąc nie chcąc daje mi nadzieję i wiarę, że w końcu się uda. jest dla mnie dobra – a ja to tak lubię, i jest silniejsza ode mnie – to mnie nakręca. naprawdę się staram, nie wszystko jestem jednak w sanie zwyciężyć.

bez sensu już piszę, Khalidov wygrywa, ja idę się kąpać i spać. dziś może nie otworzę butelki vódki. tyle godzin już udało się bez niej.

21/04/12

słowa ‘na zawsze’ zdewaluowane. nie, nie rozpamiętuję nic więcej. żyję pracą, z ulicy porywają mnie obce dziewczyny, które w swojej naiwności do dziś sądzą że coś we mnie jestdobrego. zbliżają się tak prędko, a potem z zazdrością patrzą gdy całuję ich koleżanki. już nawet przestałem uważać czy ktoś patrzy. komuś jest przykro, smutno. zaraz powię coś miłego, więc nie bocz się na mnie długo słodka dziewczyno. związki które żyją gdzieś poza mna, żyją by nasycić moje poczcie głodu. i dalej jestem nienasycony.

dziś myślę jednak inaczej niż przez lata, nie szukam lekarstwa. nie pomylę go pełen fałszywej nadziei z substytutem. jest tak jak zawsze miało być, tak jak było przez całe życie. samoność okrywana młodym ciałem miast pościelą. nauczę się w końcu kochać to życie które mam.